Eternal School RPG

Są tajemnice, które łączą, są jednak i takie, które w wypadku klęski na zawsze - dzielą
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przyznawanie genetyki - Wampir

Go down 
AutorWiadomość
Elizabeth Grey
Uczeń
avatar

Liczba postów : 356
Age : 26
Skąd : Tucson - Arizona
Registration date : 05/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Przyznawanie genetyki - Wampir   Nie Mar 08, 2009 8:23 pm

Chcesz zostać wampirem? Napisz tutaj swoją historię, pamiętaj że nie może być krótka anie błędnie napisana. Administrator może odrzucić twoje podanie.

_________________
.



Miłość jest jak cień człowieka
kiedy ją gonisz ucieka
kiedy uciekasz — to goni

Tajne stowarzyszenie szurniętych romantyczek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://eternalschool.vampire-legend.com
Edmund Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 175
Age : 27
Skąd : Hamburg
Registration date : 07/03/2009

Legitymacja
Wiek: 18(od jakiegoś czasu)
Klasa: IV
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sro Mar 11, 2009 2:55 pm

Urodził się 13 marca 1910 roku w Hamburgu. Został zmieniony w wampira w 1910 roku. Wraz ze swoją dziewczyną udał się późnym wieczorem na spacer. W pobliskim parku zostali zaczepieni przez miejscowy "gang". Mężczyźni wyzywali jego dziewczynę co go bardzo wkurzyło. Bez zastanowienia ruszył do walki chociaż jego szanse na wygraną były bardzo małe. Jego dziewczynie udało się uciec, ale on został bardzo ciężko pobity. Trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Nieprzytomny pamiętał bardzo mało. Po 24 godzinach pobytu w szpitalu poczuł tylko niesamowity ból. Przypominał on jakby ktoś wszczyknął mu dużą dawkę jakiejś trucizny. Bardzo cierpiał. Kiedy się ocknął zrozumiał, ze nie jest już w szpitalu tylko na małej polance. Promienie słońca bardzo go oślepiały. Dostrzegł mała karteczkę na której było coś napisane. Natychmiast ją chwycił i zaczął czytać: "Nazywam się Eva. Byłam pielęgniarka w szpitalu, w którym byłeś leczony. Twój stan był krytyczny - umierałeś. Nie było dla Ciebie szans. Od teraz stałeś się jednym z nieśmiertelnych. Tak jesteś wampirem. Musisz nauczyć się kontrolować swój głód tak aby nie krzywdzić ludzi. Proszę nie szukaj mnie i wybacz mi. Eva." Po przeczytaniu listu odruchowo spojrzał na swoje dłonie. Były blade i lodowate. Poczuł dziwaczny głód, nie miał ochoty na nic do jedzenia tylko na krew ludzi. Czuł się taki silny i szybki. W ciągu paru minut znalazł się w mieście. Poczekał aż zapadnie mrok i udał się do parku. Znalazł tam tą samą grupę, która sprawiła, że jest tym czym jest. Z zimną krwią zabił ich wszystkich, ale to mu nie wystarczało. Dostrzegł młodą kobietę. Jej krew pachniała tak kusząco. Działała na niego jak narkotyk. Pojawił się przednią już w parę sekund. Kobieta zaskoczona i bardzo przestraszona spytała:
- Kim jesteś?
Dopiero teraz wampir dostrzegł, że jest ona bardzo piękna. Ma jasne, długie blond włosy i piękne niebieskie oczy. Przypomniał sobie to co było napisane w liściku " "tak aby nie krzywdzić ludzi". W głowie szalało mu mnóstwo myśli. Nie mógł jej zabić, ale była tak piękna. Wbił swoje zęby w szyję kobiety. Nie wiedział, ze to będzie tak trudne. Wypił całą jej krew i zabił ją. Przestraszony tym co zrobił uciekł i udał się na tą samą polankę. "Co ja zrobiłem? Chciałem tylko aby była jak ja.. Jestem potworem!" tak właśnie myślał o sobie przez cały czas. To właśnie dzięki temu zaczął polować na zwierzęta i chodzić do szkoły jak normalny uczeń. Edmund nigdy więcej nie zakochał się w żadnej kobiecie. Bał się, że może ją skrzywdzić...

_________________

" Miłość silniejsza niż strach... "

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://lisyrpg.aaf.pl
Emma Dark
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 481
Age : 27
Registration date : 11/03/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sro Mar 11, 2009 5:20 pm

Emma urodziła się pod Londynem w zamożnej rodzinie.Niestety już od najmłodszych lat sprawiała kłopoty.Im była starsza tym stawała się bardziej odmienna i zbuntowana.Nie przykładała się do nauki,nie umiała nawiązać kontaktu z rówieśnikami,ucieczki z domu,zamykała się w sobie.Prawdopodobnie była przyczyną rozwodu rodziców,wtedy właśnie Emma postanowiła po raz kolejny uciec z domu.Podczas właśnie tego "wybryku"Emma zmieniła się doszczętnie...co się wtedy stało?Otóż błąkając się nocą po śpiącym mieście,przekonała się że nie wszyscy śpią.Idąc ciemnym parkiem poczuła czyjś wzrok na sobie,po kilku chwilach już nie czuła wzroku tylko zimne dłonie na swym ciele,co się w tym momencie z nią działo nie zbyt jest wiadome.Straciła przytomność.Obudziła się w ciemnym,zimnym małym pokoju.Pierwsze co zauważyła to bladego mężczyznę który pochylał się nad nią.Czuła się słabo,szczypała ją szyja w jednym miejscu.Nie bardzo wiedziała co jest grane;była wiele czasu torturowana wampir bawił się nią jak lalką,robił z nią co chciał.Puki znowu nie poczuła jego kłów zatopionych w swojej szyi.Ponowie straciła przytomność lecz tym razem na dłużej.Gdy się obudziła na stacji metra leżała na ławce,nie miała pojęcia czym się stała gdy była nieprzytomna.Wiedziała tylko jedno,że spotkała wampira.Gdy wyszła z ciemnej stacji poczuła że drażnią ją promienie słoneczne.Nie umiała w to uwierzyć...nie dowierzała...twierdziła że to niemożliwe a jednak...stała się tym kim był jej oprawca.Była zmuszona opuścić Londyn,zostawić rodzinę,nie chciała zadawać jej więcej bólu.Więc wylądowała w tej szkole.Obecnie próbuje się nauczyć żyć jako wampir.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Grey
Uczeń
avatar

Liczba postów : 356
Age : 26
Skąd : Tucson - Arizona
Registration date : 05/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Czw Mar 12, 2009 7:46 pm

Edmund: Poczekamy zobaczymy .... troszkę mało jakbys mógł dopracuj powiedz coś więcej itp.

Emma: Po pierwsze jesli przyjmę któreś z was to tylko jedno.! Także postarajcie się bo wybiore najlepsze Very Happy

_________________
.



Miłość jest jak cień człowieka
kiedy ją gonisz ucieka
kiedy uciekasz — to goni

Tajne stowarzyszenie szurniętych romantyczek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://eternalschool.vampire-legend.com
Edmund Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 175
Age : 27
Skąd : Hamburg
Registration date : 07/03/2009

Legitymacja
Wiek: 18(od jakiegoś czasu)
Klasa: IV
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Pią Mar 13, 2009 12:54 pm

Poprawione Smile


Urodził się 13 marca 1910 roku w Hamburgu. Został zmieniony w wampira w 1928 roku. Wraz ze swoją dziewczyną Christine udał się późnym wieczorem na spacer. W pobliskim parku zostali zaczepieni przez miejscowy "gang", który składał się aż z sześciu bardzo dobrze zbudowanych mężczyzn. Mężczyźni wyzywali Christine aż ta się rozpłakała. Bardzo się zdenerwował i bez zastanowienia ruszył do walki chociaż jego szanse na wygraną były bardzo małe. Edmund walczył dzielnie, ale nie był tak dobrze zbudowany jak mężczyźni. Jedynym sukcesem było to, że jego dziewczynie udało się uciec, ale on został bardzo ciężko pobity. Trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Nieprzytomny pamiętał bardzo mało.Czasami słyszał głos nieznajomej mu kobiety, która często kręciła się blisko niego. Po 24 godzinach pobytu w szpitalu poczuł tylko niesamowity ból. Przypominał on jakby ktoś wstrzyknął mu dużą dawkę jakiejś trucizny, która bardzo powoli rozchodziła się po jego organizmie. Bardzo cierpiał. Przez parę minut bardzo głośno jęczał z bólu. Kiedy w końcu się ocknął i pomacał chłodną powierzchnie zrozumiał, ze jest on na jakiejś polance.Promienie słońca bardzo go oślepiały, a jego skóra mieniła się jak diamenty.Przestraszył się bardzo. Przez chwilę myślał, ze jest w niebie. Kiedy wstał z chłodnej powierzchni ziemi dostrzegł małą karteczkę na, której było coś napisane i to bardzo starannie. Natychmiast ją chwycił i zaczął czytać: "Nazywam się Eva. Byłam pielęgniarka w szpitalu, w którym przebywałeś. Twój stan był krytyczny - umierałeś. Nie było dla Ciebie szans. Od teraz stałeś się jednym z nieśmiertelnych. Tak jesteś wampirem. Musisz nauczyć się kontrolować swój głód tak aby nie krzywdzić ludzi. Proszę nie szukaj mnie i wybacz mi. Eva." Po przeczytaniu listu odruchowo spojrzał na swoje dłonie. Były blade i lodowate. Poczuł dziwaczny głód, nie miał ochoty na nic do jedzenia tylko na krew ludzi. Czuł się taki silny i szybki. "Jestem potworem" pomyślał Edmund. Zbiegł z górki i udał się w kierunku miasta. Zajęło mu to tylko parę minut. Poczekał aż zapadnie mrok i udał się do parku, w którym spotkało go tak wiele złego. Przez cały czas myślał o Christine, którą kochał tak bardzo. Znalazł tam tą samą grupę, która sprawiła, że jest tym czym jest. Znalazł się przy nich bardzo. Zaskoczeni rzucili z sarkazmem w głosie:
- Nonon kogo my tu widzimy... - najwyższy z nich skrzywił się lekko.
Edmund był wściekły. Z zimną krwią zabił ich wszystkich, ale to mu nie wystarczało. Dostrzegł młodą kobietę. Jej krew pachniała tak kusząco. Działała na niego jak narkotyk. Jego oczy zrobiły się czerwone. Wykonał mocny skok. Pojawił się przednią już w parę sekund. Kobieta zaskoczona i bardzo przestraszona spytała:
- Kim jesteś?
- Przyjacielem. - odparł Edmund
- Nie jestem tego taka pewna. - kobieta zrobiła parę kroków w przód.
- Jak Ci na imię? - spytał Edmund.
- Kate. - w jej oczach widać było lęk.
- Ja jestem Edmund. - uśmiechnął się leciutko.
- Miło mi, ale muszę już iść...
Dopiero teraz wampir dostrzegł, że jest ona bardzo piękna. Ma jasne, długie blond włosy i piękne niebieskie oczy. Przypomniał sobie to co było napisane w liściku " "tak aby nie krzywdzić ludzi". W głowie szalało mu mnóstwo myśli. Nie mógł jej zabić, ale była tak piękna. Kobieta rzuciła się do ucieczki, ale on był taki szybki. Złapał ją mocno i wbił swoje zęby w szyję kobiety. Nie mógł przestać. Nigdy nie myślał, ze jest to takie trudne. Wypił całą jej krew i zabił ją. Rzucił jej ciało na ziemie. Było takie bezwładne. Przestraszony tym co zrobił uciekł i udał się na tą samą polankę. "Co ja zrobiłem? Chciałem tylko aby była jak ja.. Jestem potworem!" tak właśnie myślał o sobie przez cały czas. Edmund przypomniał sobie o swojej dziewczynie. Chciał ją zobaczyć ten ostatni raz i wyjechać z Niemiec. Szedł ulicą jak normalny człowiek. Kiedy dotarł do bloku, w którym mieszkała wdrapał się na jej balkon. Drzwiczki od okna balkonowego były otwarte. Bezszelestnie wszedł do pokoju. Christine leżała zwinięta na łóżku. Widać było jak rozpacza za ukochanym. Edmund podszedł do szafki i chwycił leżący na niej naszyjnik dziewczyny. Tak bardzo chciał mieć coś co należało do niej. Pocałował ją we włosy swymi chłodnymi wargami i odszedł. Nie chciał już nigdy więcej zabijać ludzi i chciał zrobić to tylko dla niej. Starał się nauczyć kontrolować swój głód i polować tylko na zwierzęta. Na początku było to dosyć trudne, ale z wiekiem nauczył się żywić tylko krwią zwierząt. Edmund wyjechał z Niemiec i postanowił zamieszkać w Jaren, które leżało na terenach Norwegii. Mieszkał tam przez jakieś 5 lat. Zachowywał się jak zwykły człowiek. Chodził do szkoły, uczył się, ale zawsze po 5 latach musiał opuszczać miasta. Było by podejrzane, ze nie zmienia się i nie starzeje. Mieszkał tylko tam, gdzie słońce często nie świecy. Wybierał Finlandce, Alaskę i inne zimniejsze kraje. W końcu trafił do miejsca, które nazwał Eternal, gdzie został uczniem jednej ze szkół. W mieście często podało. Brakowało mu tylko jednego- prawdziwej miłości. Miał nadzieję, że to właśnie tu ją znajdzie. Na początku mieszkanie w Eternal nie było łatwe. Przyciągał uwagę innych swym niezwykłym wyglądem. Teraz jest tu szczęśliwy. Jeszcze w Hamburgu postanowił sobie, ze musi odnaleźć Eve i udało mu się to pewnego dnia po lekcjach spotkał kobietę nad jeziorkiem. Eve uśmiechnęła sie lekko i zapytała:
- Jak się masz?
- Nawet dobrze. - chłopak był poddenerwowany.
- Słyszałam o tobie. Jestem z Ciebie dumna. - uśmiechnęła się życzliwie.
- Ze mnie? Niby czemu? - Edmund lekko się skrzywił.
- Świetnie sobie radziłeś jako nowonarodzony. Zabiłeś tylko parę osób. - Eva podeszła z gracja bliżej Edmunda i zamrugała oczami.
- Tylko parę? A jak tobie szło? - spytał z zaciekawieniem. Nie podobało mu się, że Eva jest tak blisko.
- Zmieniono mnie w 1826 roku. Zrobiła to moja siostra. Miałam łatwiej niz ty. - zamrugała oczami.
- No to świetnie. - uśmiechnął się Edmund.
- Ja muszę iść. - uśmiechnęła się i naglę zniknęła.
Edmund zmrużył oczy i odszedł. Z przyzwyczajenia otulił się kurtką i udał się w kierunku miasteczka.Od dziś Edmund zaczyna nowe życie.

_________________

" Miłość silniejsza niż strach... "



Ostatnio zmieniony przez Edmund Wilson dnia Sob Mar 14, 2009 4:36 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://lisyrpg.aaf.pl
Isabel Le Blank
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 136
Skąd : z Nigdziebądź
Registration date : 08/03/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Pią Mar 13, 2009 3:59 pm

Noc przychodzi niespodziewanie. Każdy oddech cię do niej przybliża, a kiedy już nastaje, nie możesz nabrać powietrza do płuc. Jednak zanim zdążysz się udusić, witasz brzask.

Jakieś wyjatkowo natrętne dziecko biegało dookoła mnie, gdy próbowałam stworzyć szkic parku mieszczącego się za moim domem w Thunder Bay w Ontario. Kartka od pół godziny cały czas była pusta, a słońce na bezchmurnym niebie grzało tak mocno, że czułam się jakby ktoś przykrył mnie kocem elektrycznym. To właśnie wtedy po raz pierwszy zatęskniłam za deszczem i przestałam lubić ładną pogodę.
Kilka chwil później szłam wzdłuż ulicy po krawężniku. Zachowywałam się jak małe dziecko, chociaż miałam już siedemnaście lat. Ta myśl jednak nie zniechęciła mnie w żadnen sposób i uparcie parłam przed siebie. Moja podróż zakończyła się dopiero na zakręcie, gdy to nieszczęsny krawężnik zniknął. Przeszłam przez ulicę, by znaleźć się tuż przed miejscowym barem. Pracowała tam moja kuzynka - Monica. Była jedną z głównych kelnerek, chyba jakąś ich przełożoną. Ale nie to mnie interesowało. Szukałam miejsca, w którym liczba dzieci wynosiła by zero.
- Witaj Is. -dziewczyna machnęła do mnie ręką zza lady. -Chcesz coś do jedzenia?
- Nie, dzięki. Przyszłam się ostresować. -rzuciłam szkicownik na pierwszy lepszy wolny stolik, a sama usiadłam bokiem na krześle.
Wyjrzałam przez okno i z zadowoleniem stwierdziłam, że zanosi się na deszcz. Cóż za nagła zmiana pogody. I jakie szczęscie! W sali jednak nadal było parno, więc upewniając się uprzednio, czy nikt nie ma ochoty przywłaszczyć sobie moich rzeczy, prędko podbiegłam do okna, by je uchylić. Jakaś starsza kobieta spojrzała na mnie z wdzięcznoscią. Wróciłam na swoje miejsce potykając się przy tym chyba z dziesięć razy i oparłam łokieć o blat.
W tej samej chwili do baru wszedł mężczyzna. Nie umiałam określić w jakim był wieku. Chociaż byłam pewna, że nie miał więcej niż 25 lat. Zaśmiałam się cicho, widząc jak żeńska część 'widowni' odwraca głowy w stronę przybysza. Owszem, był przystojny, ale czy to nie lekka przesada?
- Coś panu podać? -Monica dotarła do mężczyzny, zanim jeszcze usiadł i wcisnęła mu w ręke menu uśmiechając się zalotnie.
- Poproszę wodę. -oddał jej listę potraw i zgrabnie opadł na krzesło. Przysunął je do stołu i zaczął rozglądać się dookoła kręcąc młynka palcami.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że jako jedyna w dalszym ciągu nie spuszczam z niego wzroku. Większość kobiet rzucała tylko ukradkowe spojrzenie, a ja siedziałam i patrzyłam jak wół w malowane wrota. W ostatniej chwili zdążyłam zauważyć, że mężczyzna jest ubrany niekoniecznie adekwatnie do pogody. Miał długie spodnie i marynarkę. Pod nią koszulę ze sterczącym kołnierzyskiem, zasłaniającym całą szyję. Czapka z daszkiem osnuwała cieniem całą jego twarz, a okluary przeciwsłoneczne, które zdjął po wejściu do baru, zapewne sprawiały, że wyglądał jak koleś z matrixa. Westchnęła cicho i wbiłam wzrok w kartkę.
- Ojej! -wymknęło mi się, gdy zauważyłam, że jest na niej rysunek.
Ja to narysowałam? Nigdy nie potrafiłam stworzyć szkicu nietoperza, a tu proszę! I to w dodatku bezwiednie. Usłyszałam śmiech tak melodyjny, że aż przerażający. Wiedziałam skąd dochodzi, ale i tak się odwróciłam. Mężczyzna się śmiał. Prychnęłam coś niezadowolona i schowałam rzeczy do torby.
Do domu wracałam już po kilku minutach, bo zaczynało padać, a ja nie miałam zamiaru wracać przez pół miasta podczas ulewy. Tym razem odpuściłam sobie zmagania z krawężnikiem i pognałam przez park. Okolica opustoszała. Żadnych dzieci. Nie mogłam się powstrzymać i usiadłam na ławce, by naszkicować drzewo. W koncu nie padało jeszcze tak mocno. Dzieło powstało w ciągu kilku minut i nie było najgorsze. Zastanowiłam się przez chwilę, jaki nadać mu tytuł, ale gdy skierowałam wzrok z powrotem na kartkę, znajdował się na niej dopisek. Mój.
Czekaj, uciekaj. Wybieraj.
Mimowolnie podskoczyłam wypuszczając z ręki ołówek. Rozejrzałam się dookoła z przerażeniem oczekując, że zaraz zaatakuje mnie psychopata.
- Witaj. -usłyszałam głos, który zapadał w pamięci jak nic innego.
- Co? - odpowiedziałam unosząc wzork. Stał przy mnie mężczyzna z baru.
- Witaj, Isabel. -powtórzył, jakby nieco zniecierpliwiony.
- Ja? -wyjąkałam spazmatycznie.
- No chyba nie ja. -odburknął. - wybacz, że cię nachodzę. -nachylił się nade mną. Dopiero teraz zauważyłam, że też siedzi. -pachniesz cynamonem.
- Mógłby pan... -ostatnie moje słowa jako człowieka. Dziwne, poczułam ból, a potem zorientowałam się, że lada moment wykrwawię się na śmierć.

Kiedy jesteś wampirem, wszystko co robisz jest z góry skazane na powodzenie. Każdy twój krok powoduje drżenie ziemi. Gdy zatrzepoczesz rzęsami, mężczyźni padają ci do stóp. Nie czujesz zimna, bólu, gorąca. Czujesz tylko miłość, porządanie, nienawiść i - najgorsze z najgorszych - pragnienie krwi. Nie miałam pojęcia, kto mnie przemienił. Gdy po trzech dniach agonii otworzyłam wreszcie oczy, znalazłam tylko list z napisem 'wampir'. Z czasem zrozumiałam, że winny tej przemianie był drugi przedstawiciel tego gatunku, który nawyraźniej potrafił kontrolować moje ciało - stąd wszystkie rysunki i napisy, których być nie powinno. I tak oto dowiedziałam się kim jestem. Wędrowałam długo, bez celu. Znajdowałam się na kompletnym odludziu, strzelałam, że gdzieś w Arizonie, bo dookoła był tylko czerwony piasek. Jako, że nie było ludzi, zaspokajałam pragnienie zwierzętami, których też nie widywałam zbyt często. Te lata odeszły w niepamięć. Właściwie to nie odróżniałam nocy od dnia, strachu od szczęścia, ziemi od nieba. Bo gdy nie ma czasu, tak się właśnie dzieje.
Dziwnie jest być siedemnastolatką od dziewięciu lat. W każdym razie wiem, że nie chciałabym być nikim innym. Skoro nie zabijam ludzi, nie mam wyrzutów sumienia, a na myśl o śmierci przechodzą mnie ciarki. Właściwie to dobrze, że nie mogę umrzeć. Teraz mieszkam z moimi opiekunami. Oni też są wampirami. Spotkałam ich w stanie Alberta. Takie egzystowanie odpowiada mi w zupełności. Ale czy brak upływu czasu jest alternatywą na zawsze? Na wieczność?


Ostatnio zmieniony przez Isabel Le Blank dnia Pią Mar 13, 2009 6:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Dark
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 481
Age : 27
Registration date : 11/03/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Pią Mar 13, 2009 5:58 pm

poprawione/rozszerzone/zmienione
Emma urodziła się pod Londynem w zamożnej rodzinie.Niestety już od najmłodszych lat sprawiała kłopoty.Im była starsza tym stawała się bardziej odmienna i zbuntowana.Nie przykładała się do nauki,nie umiała nawiązać kontaktu z rówieśnikami,ucieczki z domu,zamykała się w sobie.Prawdopodobnie była przyczyną rozwodu rodziców,wtedy właśnie Emma postanowiła po raz kolejny uciec z domu.Podczas właśnie tego "wybryku"Emma zmieniła się doszczętnie...co się wtedy stało?Zacznijmy od początku.Po elitarnej szkole do której uczęszczała Emma od jakiegoś czasu chodziły pogłoski o imprezie w starej,opuszczonej fabryce;lecz nikt nie znał dokładniejszych szczegółów.Jedno było wiadome nie każdy miał na nią wolny wstęp.Emme zainteresowała ta sprawa to też na lekcjach miała o czym rozmyślać.Zaczęła się wypytywać aż w końcu okazało się,że związany jest z ta imprezą chłopak z równoległej klasy.Niezbyt dobrze go znała;czasem jedynie spotkała go na jakiejś większej „potańcówce”.Gdy nadarzyła się okazja podeszła do niego i wypytała się o ową „fabryczną imprezę”.Dostała nawet zgodę i zaproszenie,lecz warunek był jeden-ma przyjść sama a raczej towarzyszyć mu podczas.Tak tez Emma zrobiła.Zbliżając się do budynku który dawniej służył jako fabryka maszyn słyszała głośna muzykę,tłuczenie szkła,ryki,piski.”Nic szczególnego”pomyślała.Zanosiło się na zwykłą imprezę z alkoholem może i dragami.Bez zastanowienia otworzyła potężne,mosiężne drzwi.Uderzający zapach alkoholu i potu w tym momencie nie zdziwił Emmy.Od razu pod ramię złapał ją chłopak,prawdopodobnie organizator.Ucieszyła ja to że tak szybko ją znalazł bo o dziwo nie znała tu nikogo.Obce twarze zerkały spod łba na nią,słychać było wrogie szepty i śmiechy.Atmosfera w fabryce była nieco mroczna;wszędzie ciemność,mała ilość świateł,stare zardzewiałe sprzęty dodawały lekkiego klimatu grozy.Emma zaczęła bawić się w najlepsze z partnerem.W pewnym momencie niespodziewanie ucichła muzyka a Emme zaczęto okrążać.
-Co się dzieje?-zapytała spoglądając na chłopaka
-zobaczysz...-odparł i było to ostanie jego słowo wypowiedziane do niej
Nagle kilku chłopaków siłą przywarło ją do stołu przypinając pasami.Emma zaczęła krzyczeć,lecz na marne.Fabryka stała na odludziu gdyż stwarzała ryzyko skażenia.Towarzystwo słysząc krzyki nieco się podnieciło,rozbawiło.Wyglądali tak jakby wiedzieli co się zaraz stanie.Prawdopodobnie byli na to przygotowani w końcu nikt jej nie pomógł a raczej bawiła ta cała sytuacja całą resztę.Towarzysz Emmy podszedł do niej,gdy ta nadal próbowała się uwolnić z więzów i uciec.Prosiła by uwolnił ją z opresji w końcu sam ją zaprosił.Pogłaskał ją po głowie odchylając jej głowę na bok,lecz zanim to uczynił lekko ją pocałował i się szyderczo uśmiechnął.Wtedy zobaczyła i zdała sobie sprawę,że to impreza wampirów.Szyderczy uśmiech chłopaka go zdradził,lecz się tym nie przejął ponieważ miał o na celu...ujawnię swojej natury.Białe kły po kilku dłuższych chwilach zatopiły się w szyi dziewczyny.Pozostali zerkali z fascynacją lecz nikt oprócz chłopaka nie śmiał jej tknąć gdyż była jego zdobyczą.Emma z sekundy na sekundę stawała się coraz słabsza,oczy napełniały się łzami lecz nie miała już nawet siły łkać .Straciła przytomność .Ile była nie przytomna?Sama dokładnie nie wie,co się z nią działo przez ten czas tez niewiadomo.Ocknęła się leżąca w lesie pod drzewem.Kilka chwil leżała bez ruchu płacząc.Nie czuła się najlepiej.Zauważyła że światło ją dziwnie drażni.Usiadła,rozwarła usta i przejechała palcem po zębach.”To niemożliwe,to nie może być prawda”pomyślała gdy poczuła że ma kły.Następnie w kieszeni spodni znalazła kartkę na której wypisane było krwią"to jeszcze nie koniec,znajdę Cię".W tym momencie zrozumiałą,że jej świat się zawalił,że nie jest już tą Emma którą była,że nie może wrócić do domu bo co niby powie rodzinie... Jedynym jej wyjściem w tej sytuacji jest pogrążenie się w cieniu..zniknąć dla świata,świata w którym niegdyś żyła i zacząć nowe życie.Tak też zrobiła opuściła kraj nie zostawiając żadnego śladu po sobie.Nie wiedziała nic lecz jedno było pewne...tak będzie lepiej...najlepiej będzie zostawić rodzinę i nie zadawać im kolejnego bólu.Taka tez wylądowała w okolicy wcześniej jednak opróżniła swoje konto bankowe bo jakoś musi zacząć od nowa.Obecnie próbuje nauczyć się żyć w nowym świecie,żyć jako nowa Emma.Wciąż żyje w strachu,że spodka swojego oprawcę i zarazem stwórcę.Stara się pogodzić z tym faktem,że stała się tym samym co jej oprawca,że jest taka sama jak ten co zabrał jej swoje człowieczeństwo.Przestała odczuwać chłód,smak...czuła,że nie jest sobą.
Jest zdana tylko na siebie,czuje do swojej osoby odrazę.Tak bardzo obwinia swoją bezmyślność i dawne beztroskie życie,że wiele razy miała ochotę ze sobą skończyć.Najgorsze jest gdy nie widzimy sensu by dalej trwać....Być może kiedyś pogodzi się z swoim losem zapominając o dawnym życiu.

Chora i wątła od mego stanu
Ta żądza, to wampiryczne uzależnienie
Od niej w pełnej uległości
Żadna nie jest lepsza
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Grey
Uczeń
avatar

Liczba postów : 356
Age : 26
Skąd : Tucson - Arizona
Registration date : 05/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sob Mar 14, 2009 5:42 pm

Edmund zostaje przyjęty i Isabel, Emmo, jakbyś mogła poczekać do czasu kiedy będzie 35 użytkowników, zgoda?

_________________
.



Miłość jest jak cień człowieka
kiedy ją gonisz ucieka
kiedy uciekasz — to goni

Tajne stowarzyszenie szurniętych romantyczek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://eternalschool.vampire-legend.com
Emma Dark
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 481
Age : 27
Registration date : 11/03/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sob Mar 14, 2009 5:48 pm

A mam wyjście?no ok
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Grey
Uczeń
avatar

Liczba postów : 356
Age : 26
Skąd : Tucson - Arizona
Registration date : 05/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sob Mar 14, 2009 5:50 pm

A z resztą, Smile

_________________
.



Miłość jest jak cień człowieka
kiedy ją gonisz ucieka
kiedy uciekasz — to goni

Tajne stowarzyszenie szurniętych romantyczek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://eternalschool.vampire-legend.com
Jasper Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 57
Registration date : 29/03/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: II
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Nie Mar 29, 2009 4:33 pm

Jasper urodził się jako jedyny i ostatni syn w dość zamożnej jak na tamte czasy i ustawionej rodzinie prawniczej.Jednak jako dziecko rodzice w pogoni za pieniądzem przenieśli się do Ameryki Północnej.Jasper nie sprawiał większych problemów..jednak był on cichym i skrytym chłopakiem mającym problemy z płcią piękną^^.Gdy wybuchła wojna secesyjna postanowił się zaciągnąć by bronić kraju,rodziny..nie miał nic do stracenia a mógł wyrwać się z szarej rzeczywistości i zostać bohaterem.Jednak sen o bohaterskich czynach pękł niczym bańka mydlana.Codziennie widział na własne oczy śmierć swoich kompanów,przyjaciół..Długo nie był walecznym żołnierzem,gdyż zaledwie podczas drugiej bitwy został śmiertelnie ranny.Towarzysze broni pozostawili jego ciało w lesie(polu bitwy),ponieważ nie widzieli szans na ocalenie go a byłby tylko zbędnym balastem.Konającego Jaspera znalazł Eryk,wampir o dobrym sercu,który za zgodą pogrążonego w agonii chłopaka zabrał go do swojego domu w którym zamieszkiwała rodzina Eryka:Morgan(jego żona)oraz Alice(córka),po czym zmienił chłopaka w wampira...Jasper miał wybór ,otóż po przemianie mógł odejść i żyć własnym wampirzym życiem lub zostać z nimi i żyć w miarę normalnie...Nowo narodzony wampir został z nimi,stając się jednocześnie członkiem rodziny.Obecnie mieszka wraz z siostrą Alice w tutejszym mieście od kilku dobrych lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 230
Registration date : 27/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16 (336 lat)
Klasa: II
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Nie Mar 29, 2009 4:35 pm

I jeszcze z rodzicami ale nie ma ich jako postaci wiec piszemy za nich sami tip... i stararar i jeszcze z Edmuśkiem i to chyba na tyle i ładnie ejst i akcept Very Happy

_________________
...


Ogień i Lód
Jedni mówią, że świat zniszczy ogień.
Inni, że lód.
Iż poznałam pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.

Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, by niszczyć,
I jest go w bród.


TSSR - Boska Romantyczka

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gabriel von Abendroth
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 34
Age : 25
Registration date : 25/04/2009

Legitymacja
Wiek: 17 lat
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sob Kwi 25, 2009 11:02 pm

Zwą mnie Gabrielem Grafem von Abendroth. Od dnia, w którym ujrzałem świat, siedemnaście wiosen pożegnało mroźny księżyc grudnia. Mą szyję zdobią żaboty, organy dawno odsłoniły przede mną swe najskrytsze tajemnice, zaś dobranie słów, jakie Wy, zwykłe mieszczaństwo jesteście w stanie pojąć, wymaga ode mnie nie lada trudu. Pytany o lśniące koleje mych losów, milczę.

Być może dlatego, że nie zaczęły się one siedemnaście lat temu.


Moja historia znajduje swój początek u kresu XVIII wieku, w kilka lat przed utratą Niderlandów Austriackich. Wtedy to trwały czasy pełne burz, tarcza słońca mijała horyzont raz po raz, wschodząc i zachodząc dla mej ziemi ojczystej. Wzbudzająca liczne niepokoje polityka Austrii współdoprowadziła do rozbioru Polski lecz rodów tak znamienitych, jak von Abendroth sprawy wojny jakby nie dotyczyły. Życie na salonach, od balu do balu, wśród soczystych pieczeni, egzotycznych owoców, szlachetnych kamieni i atłasowych sukni toczyło się swoim własnym biegiem. Czasem wręcz cudowność tego przepychu, luksusu mogła zdawać się zawstydzająca przytłaczająca, w porównaniu do codzienności biedoty.
Lecz nas przecież to nie dotyczyło.
U zarania dziejów Stwórca w swym dziele uwzględnił arystokrację, mieszczaństwo i plebs. Każdy musiał dbac o siebie- my dbaliśmy.

Tak więc wiodłem beztroski żywot w swym własnym świecie bez skazy.
Na samo przejście przez salon w posiadłości- czy posiadłość, to dobre słowo?-von Abendroth potrzeba było dziesięcu minut szybkiego marszu, zaś mój pokój, niewiele mniejszy, tonął we wspaniałościach, z których każda miała własną historię, rozpoczynającą się w innym zakątku świata.

Nie zaginął w mrokach mej pamięci prezent, i nigdy nie zaginie, jaki darowano mi na szóste urodziny. Były to organy piszczałkowe. Niekiedy nim ukończyłem jedną melodię, musiałem kilkunastukroć przemierzyć drogę między końcami manuału, nie mogąc sięgnąć poszczególnych klawiszy.
Czy widzieliście kiedyś organy z Weingarten? Ichniezaprzeczalna bądź co bądź uroda bledła przy tym instrumencie, który stanął w mej posiadłości.

Dni upływały mi skrajnie różnie, niż mym rówieśnikom z austriackich wiosek. Zgłębiałem tajniki walca, allemande, dziejów sztuki, malarstwa. Uczyłem się geografii, historii, języków. Godzinami ćwiczyłem chód, grację ruchów, doskonaliłem maniery. Wieczorami okazje do wykorzystania swego wszechstronnego wykształcenia przytaczały się same; noce umykały jedna za drugą, wypełnione od zmierzchu po świat wspaniałością balski maskowych, bankietów, karnawałów.

Moja stopa nigdy nie postanęła na ziemi skażonej obecnością plebsu, i czasem tylko jadąc dorożką zaprzężoną w najznamienitsze konie widziałem młodzież pracującą na polu.

I było coś jeszcze.
Nikt nie musiał rzec ni słowa, bym o tym wiedział. W błękitnej krwi mego rodu skrzyła się barwami diamentu gwiazda wampiryzmu. Tak, byliśmy potomkami samego Hrabiego Vlada Ţepeş, XV wiecznego władcy hospodara wołoskiego. Dziadek mój został, osiągnąwszy wiek dwudziestu lat, przemieniony przez ojca swego. Gdy jego żona urodziła syna, przemienił ją, a gdy syn-ojciec mój- ukończył dwudziesty rok życia, i on otrzymał swe dziedzictwo. Po moich narodzinach przemienił matkę, a wkrótce miała nadejść i moja kolej- i tak od wieków krew aryjska zradzała krew aryjską.

W roku 1800 granice świętej ziemi austriackiej przekroczył Napoleon, wraz ze swą armią. Jak przystało na człowieka, patriotę mego pokroju, wyruszyłem walczyć w służbie ojczyzny. Z marszu otrzymałem rangę oficerską; walka ma jednak nie trwała długa, klęska wojsk ojczystych zbliżała się nieuchronnie, i wtedy to ród mój postanowił uciekać. Droga jednak, jaką obraliśmy, została przecięta przez żołnierzy wroga. Rozdzielono nas, me jasne oczy widziały tylko w szaleńczym tempie zmieniajace się obrazy, nie mogąc ogarnąć ogromu tego, co się działo.

Czy to moja delikatna uroda zwiodła napastników, czy od początku znając mą płeć nic ona dla nich nie znaczyła? Nie wiem; jednak w zawrotnym tempie ziemi zbliżyła się do mej twarzy, gdy zostałem mocno ciśnięty na ziemię. Wtedy to po raz pierwszy poczułem ból, gdy uderzyłem policzkiem o ubity grunt. Czułem krew na twarzy, na chwilę oddech mój umknął gdzieś, ale niczym to było w porównaniu z hańbą, gdy francuski szczur docisnął mnie stopą do ziemi, zrywając ze mnie ubranie. Me jasne włosy, tak starannie wypielęgnowane, zamiatały ziemię. Teraz, po latach, sam nie wiem, czy to ból czy poniżenie pozwoliło mi zapomnieć, sprawiając, iż mój umysł wyparł się haniebnych wspomnień?
Straciłem przytomność, a gdy zbudziłem się, krwawiła również ma szyja... Tak oto nie dożywszy swych dwudziestych urodzin umarłem i narodziłem się na nowo.

Cóż więcej mogę powiedzieć, w 1801 roku zawarto pokój,mój ród powrócił na swe ziemie. Znów wszystkie problemy, zmartwienia stały się dla nas neidostępne, dla nas, żyjących od zmierzchu do zmierzchu, tak blisko wojny, i tak daleko zarazem.

Nigdy nie przekroczywszy magicznej granicy siedemnastu pożegnanych księżyców grudnia,kontynuowałem swą naukę. Zmieniała się moda, słownictwo, technika, jednak me martwe serce pozostało w tamtych latach, na tamtej ziemi, na której jeszcze biło. Co przywiodło mnie tutaj, tak daleko od ziemi ojczystej, pytasz? Nie wiem- brzmi odpowiedź.
Nie wiem, ale może okaże się to ważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 230
Registration date : 27/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16 (336 lat)
Klasa: II
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sob Kwi 25, 2009 11:07 pm

Cuudnie Very Happy
Podoba mi się...
Takie oryginalne i ... pomyslowe
BUHAHAHA
Przyjmuję <3

_________________
...


Ogień i Lód
Jedni mówią, że świat zniszczy ogień.
Inni, że lód.
Iż poznałam pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.

Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, by niszczyć,
I jest go w bród.


TSSR - Boska Romantyczka

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tasmin Cotten
Uczeń
avatar

Liczba postów : 12
Registration date : 28/04/2009

Legitymacja
Wiek: 17
Klasa: III
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sro Kwi 29, 2009 2:33 pm

Naprawdę urodziłam sie w XVII wiecznej Anglii, Moja rodzina szlachecka była dobrze usytuowana, dlatego ja i moja siostra Jasmin byłyśmy idealnymi partiami dla młodych szlachciców.Żyłyśmy beztrosko, bawiąc sie , polując, ucząc czytać, grać na fortepianie. Od 10 roku życia, byłam jak kot chodziłam swoimi ścieżkami, gdy zapadała noc wymykałam sie z domu i przeczesywałam samotnie ulice Londynu w przebraniu chłopskiego dziecka. I daj zwariowana i pomysłowa, zakolegowałam się z dziećmi chłopstwa co jak wiadomo nie przystoi młodej szlachciance. w wieku 14 lat zostałam zaręczona z Morganem Smithem, starszym ode mnie o 4 lata młodym szlachcicem, koligacja z naszą rodzina była dla niego w interesie gdyż chciał popłynąć do Indii i tam rozpocząć Handel z tamtejszymi kupcami, ale do tego potrzebował pieniędzy, których mojej rodzinie nie było brak. Miałam za niego wyjść w wieku 16 lat, ale tajemnica śmierć moich rodziców pokrzyżowała mu plany. Rodzice zostali zamordowani w dziwnych okolicznościach a na dodatek moja siostra zniknęła. usłyszałam tylko fragment rozmowy dwóch mundurowych, ze moi rodzice:

- Państwo Cotten zostali rozszarpani na kawałki, w sypialni są ichnie głowy i rece, a w różnych częściach domu pozostała reszta ciał...- mówił jeden z policjantów
- Jak to?? przecież to nie możliwe??- odparł drugi
- Ale to nie najgorsze.....- przerwał-..... najgorsze jest to że te szczątki nie posiadają krwi, sa wyssane z niej....- powiedział pierwszy z obrzydzeniem.
- nie możliwe...- z zgrozą w głosie drugi... i w tym momencie zobaczyłam rękę mojej mamy, ten widok był tak straszny że przez tydzień siedziałam w piwnicy, nic nie jedząc ani nie pijąc.....w Końcu znalazł mnie anioł jak zwykłam go nazywać. przyszedł do mnie, przytulił i zaczął opowiadać historię mojej rodziny:

- Wiele lat temu twój dziad John Cotten, wziął za żone nieziemsko piękną kobietę twoją babke, Gabrielle. Kobieta jednak kryła straszną prawdę o tym kim tak na prawdę jest, a była....- tutaj się zawachał, Spojrzałam na niego oczami pełnymi zaciekawienia, bólu, troski, wstrętu, obudzenia- ....była wampirem.- powiedział to i spojrzał na mnie, a ja o dziwo przyjełam tą rewelację z stoickim spokojem, moze to zmęczenie, szok czy inny impuls, ale siedziałam jak gdyby opowiadał mi bajkę na dobranoc. widząc że straszną prawdę przyjmuję z stoickim spokojem kontynuował:

- Niestety Gabriell była przeznaczona wampirowi który był Dość potężnym w jej rodzie. Gdy dowiedział sie o zniewadze jaka go spotkała po przysięgł zemstę. Gdy tylko dowiedział sie o tym że urodziłyście sie wy postanowił dokonać zemsty, przemienił twoich rodziców i siostre w wampiry. Ale nie przewidział że Twoja Babka zdradziła sekret swoim 2 jedynym syną i że oni postanowili że będą chronić rodzinę najlepiej jak umieją. podpisali pakt z Wilkołakami, że jesli coś im się stanie a chodzi o pogryzienie przez wampira lub jednemu z nich mają zniszczyć jego i każdego zainfekowanego tym przekleństwem. I tak tydzień temu po wizycie wampira, wilkołaki przybyły do twojego domu i dotrzymali danego słowa....- znów przerwał, popatrzył na mnie, a ja trzęsłam sie z nienawiści do wampirów jak i wilkołaków..- Teraz zostałaś tylko ty i twój wuj, ale sprawy sie skomplikowały bo wuj przeszedł na drugą strone.- dodał, tego było za wiele jak dla mnie, wstałam chwiejnie i ile miała sił w nogach wybiegłam z domu.
Dla Anioła to nie był problem dorównać 15-letniej dziewczynce. po pewnym czasie poddałam się, oparłam się o drzewo, teraz poznałam tego Anioła to był mój kuzyn William, poruszał się z taką gracją że mi dech zaparło, podszedł do mnie przytulił mnie- Tasmin jesteś mi droga i muszę to zrobić dla ciebie. ...- potem nie pamiętam co się stało chyba zemdlałam, zaopiekował sie mną. Sprzedał majątek, i zabrał mnie do Ameryki, jak najdalej od zdrajcy wuja i od przeszłości, opiekował się mną chodź to nie było takie łatwe. połączyła nas pewna nić, czy raczej dziwnego rodzaju uczucie. W moje 17 urodziny podarował mi bardzo cenny dar nieśmiertelność. trzy dni męki i umierania były dla mnie karą za to że pragnę zemsty ale także darem dzięki temu nauczyłam się pewnego rodzaju opanowania. Po trzech dniach urodziłam sie na nowo, byłam piękna i niebezpieczna i bardzo bardzo głodna.. William nauczył mnie przebywać z ludżmi, uczył mnie wszystkiego czego sam sie nauczył. Po woli zaczełam planować moją zemstę.......
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaspard Casbery
Mieszkaniec Miasta
Wampir
avatar

Liczba postów : 91
Registration date : 02/05/2009

Legitymacja
Wiek: 19 lat (371 lat)
Klasa:
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Sro Maj 06, 2009 6:52 pm

Nikt nigdy Ci nie powie, że życie jest proste. Nikt nigdy Ci nie powie, że życie jest trudne. Chodzi ono krętymi ścieżkami, czasem robi ostry zakręt w prawo, a czasem lekki w lewo i tak na zmianę. Życie nigdy nie szło cały czas prostą drogą i nigdy nie będzie iść. Zawsze musi się coś zdarzyć, coś albo dobrego albo coś złego.

W moim przypadku zdarzyło się to naraz – stałam się wampirem. Zdarzały mi się i słyszałam już bardzo różne i dziwne przypadki, ale o wampirach nigdy nie słyszałam i ich nie widziałam, chociaż mógł być nim każdy.

Moim stwórcą był Roran. Nauczył mnie bardzo wiele. Na przykład: jak powstrzymać się od pokusy zabicia człowieka, jak bronić się i atakować, jak polować, jak ukrywać swą naturę i jak używać swojego daru. A dar miałam dla mnie dość niezwykły – dar empatii. Uwielbiałam uczyć się od Rorana. Moja nauka była bardzo rozbudowana, ale nie będę opowiadać o niej opowiadać.

Z czasem zaczęła mi ciążyć obecność mojego ‘nauczyciela’ i kiedyś wreszcie zabiłam go. Aby zatrzeć ślady spaliłam kawałki jego ciała. Nie było mi ani żal, ani smutno, nawet cieszyłam się, że zabiłam wampira i stałam się wolna. Przez ostatni rok zabiłam jeszcze co najmniej sześć wampirów. Dlaczego? Bo sprawiało mi to przyjemność? Bo byłam nienasycona pierwszym zabójstwem?

Pewnego dnia zastanawiałam się nad różnymi rzeczami. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam swojej przemiany. Już wcześniej myślałam o przemienieniu kogoś w wampira. „Roranowi by się to nie spodobało, ale jego już nie ma na tym świecie, a więc mogę robić co chcę…”. Pomyślałam, że przemienię pierwszego lepszego człowieka. Wtem w mojej głowie rozdzwoniły słowa. „Ten, którego chcesz zmienić nie możesz wybrać ot tak. On musi zasługiwać na miano bycia wampirem. Musi być wyjątkowy, tak jak ty. Jego ciemnobrązowe, niedługie kosmyki włosów będą mu lekko opadać na twarz. Kiedy będzie głodny jego oczy będą krwistoczerwone lub czarne jak węgiel, gdy będzie nasycony jego oczy będą miodowo złote, soczyście zielone lub ciemnego błękitu. Jego ruchy będą przemyślane i pełne gracji, nie będzie tracił czasu na zbędne ruchy. Dar jego będzie bardzo rzadki, a ty będziesz najszczęśliwszym wampirem w świecie…”. I słowa zanikły. Dosyć długo się zastanawiałam co to mogło być. „Przecież to Roran, ale jak on mógł w ten sposób przemówić do mnie?!”. Zdesperowana zaczęłam krążyć po ulicy nie zwracając uwagi na przechodniów.

Gdy wreszcie uspokoiłam się postanowiłam pójść do jakiegoś klubu. To był najlepszy moment na wybranie kogoś. Weszłam do środka, panował tam tłum, ale mnie to nie przeszkadzało. Rozejrzałam się dookoła, zauważyłam siedzącego przy barze dziewiętnastolatka. Z pełną gracją podeszłam do niego. Bardzo się wyróżniałam z tłumu. Usiadłam dosłownie obok na krześle, on spojrzał na mnie najpierw obojętnym wzrokiem, później jego wzrok przeniósł się na szklankę, lecz z szybszym ruchem jego oczy wróciły na mnie. Były one płynnie czekoladowe.
- Zamówić Ci coś?
- Karoline, tak, poproszę małą brandy.
- Gaspard, miło mi.
Zamówił dwa razy to samo chociaż jeszcze nie dokończył poprzedniego. Był zabójczo przystojny dla innych dziewcząt, ale ja nie zwracałam na to uwagi.
- Dzięki, skąd jesteś?
- Z Wielkiej Brytanii, a ty?
- Ja jestem z Malborku.
- Może się przejdziemy?
- Dobrze…
Chociaż krótko i bezsensownie rozmawialiśmy to mile się uśmiechnęłam, on zapłacił i wyszliśmy razem.

Długo tak spacerowaliśmy, on stawał się coraz bardziej senny i był kompletnie upity. Wreszcie padł, więc wykorzystałam okazję i przytaszczyłam go do mojego mieszkania. Nie była to ogromna willa, a nie duży dom, lecz ładnie przestronnym, wszystko pasowało do siebie jak ulał. Położyłam go na kanapie i czekałam aż otrzeźwieje. Dlaczego? Bo chciałam wiedzieć jak to się ze mną działo i jak zareaguje na to jego organizm. Po dziesięciu godzinach wreszcie zaczął dawać jakieś oznaki życia. Po pewnym czasie ocknął się.

Bardzo się ucieszyłam. Złapałam jego rękę i przyłożyłam do jego nadgarstka swoje usta. Lekko rozszerzyłam wargi i wtopiłam swoje zęby. Jego krew była słodziutka, nie mogłam się powstrzymać od krzyku zachwytu. Smak jego krwi ucieszyła mnie bardzo i zaczęłam ‘gryźć’ całą jego rękę. Słyszałam też, że dzięki temu jad rozprowadza się szybciej.

Mijał dzień i nic się nie działo. Mijał drugi dzień, w pokoju trwała cisza, było tylko słyszeć bicie serca Gasparda. Trzeci dzień zaczynał się tak samo, już traciłam nadzieję, ale postanowiłam poczekać jeszcze dwadzieścia cztery godziny. Nagle poczułam przeszywający ból. To nie mi coś się działo, to u Gasparda! Po całym moim ciele przelała się radość. Każda komórka chłopaka paliła się. Jego tęczówki zmieniały się co chwila. Czułam, czułam jak każda, każda jego komórka rozpalała się, od komórki najszczególniejszej po serce. Czułam to dzięki mojemu daru. Tylko trochę żal mi było, że nie zobaczę już tej szczególnej iskierki w jego płynnie czekoladowych oczach… Po kolejnej dobie Gaspard był już nowonarodzonym. Szybko przemieścił się do najciemniejszego zakątku w tym pomieszczeniu, a jego ruchy były przemyślane i nie tracił czasu na inne zbędne. W moich znów rozdźwięczał ciepły głos, jakby chciał mi coś przypomnieć: „Jego ciemnobrązowe, niedługie kosmyki włosów będą mu lekko opadać na twarz. Kiedy będzie głodny jego oczy będą krwistoczerwone lub czarne jak węgiel, gdy będzie nasycony jego oczy będą miodowo złote, soczyście zielone lub ciemnego błękitu. Jego ruchy będą przemyślane i pełne gracji, nie będzie tracił czasu na zbędne ruchy. Dar jego będzie bardzo rzadki, a ty będziesz najszczęśliwszym wampirem w świecie…”. „Tak! To jest to! To jest on!” Byłam pełna szczęścia. Podeszłam do niego, musiałam być ostrożna, ponieważ nowo narodzeni byli dla mnie za silni, ale tych wiele tysięcy lat praktyki na coś się zdało.
- Nie bój się, jestem przyjaciółką.
- To miło.
Zdziwiłam się, jego aksamitny głos rozdźwięczał mi w uszach. Jego uśmiech był powalający. Chciałam nauczyć go wiele rzeczy, ale on nagle rzucił:
- Bywaj.
Uciekł przez okno tak szybko, że nie zdążyłam tego przeanalizować.
Już nigdy więcej go nie spotkałam. Jednak nadal byłam ciut szczęśliwa.


Proszę o przyznanie mi genetyki na wampira.
Z poważaniem
Gaspard Casbery.


*te entery to akapity Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Moria
Uczeń
Wampir
avatar

Liczba postów : 230
Registration date : 27/03/2009

Legitymacja
Wiek: 16 (336 lat)
Klasa: II
Życie:
100/100  (100/100)

PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   Pią Maj 08, 2009 8:06 pm

Jest ślicznie ale poczekasz troszkę.
Kurde.
A dobra, nie mam serca.
Przyjęte Very Happy

_________________
...


Ogień i Lód
Jedni mówią, że świat zniszczy ogień.
Inni, że lód.
Iż poznałam pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.

Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, by niszczyć,
I jest go w bród.


TSSR - Boska Romantyczka

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przyznawanie genetyki - Wampir   

Powrót do góry Go down
 
Przyznawanie genetyki - Wampir
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stary wampir i jeszcze starsi wrogowie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Eternal School RPG :: Administracja :: Dział Postaci :: Genetyki-
Skocz do: